Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piklowane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piklowane. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 lipca 2013

Ale jaja!

Ciąg dalszy Pickled Eggs Story...

Parę postów temu cieszyłem się z zapiklowania kolejnej większej partii jaj, tym razem w wersji z sokiem z buraków.

Parę dni temu przyszedł taki dzień, że teoretycznie ta partia była już gotowa, a dodatkowo była okazja do małego wieczornego święta. A co może być lepszego na wieczorną przekąskę zamiast kolacji jak nie piklowane jajo, najlepiej z majonezem?

Pierwsze wrażenia - słoik po otwarciu nie przywitał nas jakiś odrażającym zapachem, jedynie lekka buraczano-octowa zalewa, która nawet specjalnie nie zmieniła koloru.

Jajo po wyjęciu ze słoika ma ciekawy kolor - wygląda jak pisanka wielkanocna.



Poza tym jest twarde - ale odpowiednio twarde, zębów na nim nie połamiemy ;)
Po przekrojeniu wygląda jeszcze ciekawiej...


Ale najlepiej smakuje - lekko octowo ale nie za bardzo octowo. Aby smakowało jeszcze lepiej niż najlepiej - można zjeść go z majonezem, najlepiej z majonezem Kieleckim lub Świdnickim.


Ale to nie wszystko :)

Zachęcony kolejnym jajcarskim sukcesem, postanowiłem nastawić kolejną partię jaj. Tym razem przepis jest inny.
Zacząłem go robić na postawie przepisów - inspiracji potem pomyślałem że trzeba coś zmodyfikować i może wyjdzie coś lepszego...

Zacznijmy od listy potrzebnych składników:

  • 1 cebula,
  • 5 ząbków czosnku,
  • 600 ml octu winnego - ja użyłem Cirio z Auchan,
  • 400 ml wody,
  • 10 ziaren pieprzu czarnego,
  • 2 czerwone papryczki chilli,
  • 1 łyżeczka brązowego cukru,
  • 1 łyżeczka soli,
  • 2 liście laurowe.
Wykonanie zbliżone do poprzedniej wersji przepisu - kroimy cebulę i papryczki chilli i razem z pozostałymi składnikami (poza jajami) zagotowujemy w garnku a następnie gotujemy na wolnym ogniu 5 minut.
Zauważcie że tym razem zagotowałem zalewę razem z cebulą, papryczkami i czosnkiem - zupełnie inaczej niż w przepisie na utopence (gdzie zalewą zalewało się zarówno parówki jak i cebulę i czosnek). Czyli jest szansa na mocniejszą zalewę.

Reszta dalej podobnie - jaja dajemy do słoika, zalewamy wrzącą zalewą, umieszczając na czas zalewania w słoiku łyżkę stołową aby słoik nie pękł. Potem łyżkę wyciągamy, zamykamy szczelnie słoik, możemy odwrócić go jak do wekowania (uwaga na wrzątek!), czekamy aż ostygnie a potem do lodówki i znowu czekamy przynajmniej tydzień aż się zapiklują.

Dam znać co z tego wyszło.

niedziela, 14 lipca 2013

Utopence

Gdy już jesteśmy w marynowanych klimatach, czas na utopence czyli znany w Czechach i na Słowacji przepis na marynowane parówki - również przysmak do piwa. Nazwa oznacza topielców co wg mnie świetnie oddaje specyficzny czeski humor. 

Czego będziemy potrzebować?
  • idealnie by było zdobyć špekáčky czyli czeskie grube kiełbaski z wołowiny, wieprzowiny z kawałkami słoniny w środku ale to wg mnie możliwe tylko tam gdzie blisko do Czech. W naszych polskich realiach możemy zastąpić je np. grubymi parówkami czy czymś podobnym. W moim projekcie z braku dostępnych w okolicy grubszych parówek bez glutaminianu sodu czyli E621, postanowiłem zastosować typowe cienkie parówki z Lidla,
  • przyda się też większa ilość octu, cebuli oraz kilka ząbków czosnku.
  • będziemy też potrzebować 5-10 całych ziaren czarnego pieprzu i ok. 5 ziela angielskiego,
  • do zrobienia zalewy przydadzą się również 2 łyżeczki soli (niektóre źródła tego nie podają) oraz łyżeczka cukru (niektórzy mówią nawet o 2 łyżeczkach),
  • smaku dodadzą 2 liście laurowe,
  • jako opcja mogą się znaleźć w naszym słoju również papryczki pepperoni, kulki jałowca itp.

Jak się do tego bierzemy?
  1. Zalewę sporządzamy przede wszystkim z wody i octu w proporcjach 7 do 3 - 7 części wody, 3 części octu. Będziemy potrzebować jej tyle aby zakryć całkowicie zawartość słoika.
  2. Dodajemy do tego cukier, sól, ziarna pieprzu i ziela angielskiego, liście laurowe i inne dodatki jak pepperoni czy jałowiec.
  3. Tą mieszaninę zagotowujemy i pozwalamy jej ostygnąć.
  4. W międzyczasie ściągamy skórkę z naszych kiełbasek/parówek (o ile to możliwe), przecinamy je na pół lub nacinamy podłużnie oraz poprzecznie.
  5. Cebulę i czosnek kroimy na plasterki czy piórka.
  6. Bierzemy nasz słoik i układamy kolejno warstwy - kiełbaski/parówki, cebulka + czosnek - aż go wypełnimy.
  7. Całość zalewamy naszą zalewą - tak aby zakryć najwyższe warstwy kiełbasek i cebuli.
  8. Słoik szczelnie zamykamy i dajemy do lodówki - marynujemy 5 - 7 dni, choć podobno już po 2 dniach są całkiem dobre.

Piklowane jaja

Dzisiaj coś z pubowych i bardziej anglosaskich klimatów. U nas na razie patent nieznany ale to może się właśnie zmienić dzięki takim postom jak ten.

Pierwsze wrażenie ludzi, którym to opowiadałem, było mniej więcej takie: "Co Ty? Jajka marynujesz?"...
Jednak po degustacji pierwszej próbnej serii 4 jaj okazało się że to prawdziwy przysmak.
Jedyną jego wadą jest to że marynowanie trwa przynajmniej tydzień, ale jak jesteśmy cierpliwi to może być nawet i miesiąc. Pamiętajmy żeby zjeść tak zapiklowane jaja w ciągu 3-4 miesięcy.

Za Wielką Wodą lub na Wyspach znają różne odmiany przepisu na piklowane jaja - mogą być z koperkiem, w sosie z buraków, z ananasem, w cydrze czy na słodko-kwaśno... Pewnie jest jeszcze cała góra mutacji tych przepisów.

Jaja piklowane z koperkiem
Na początku była próbna seria - wersja z koperkiem.

Potrzebne składniki - proporcje na 1 litr zalewy:

  • 10 jaj i słoik, w którym się zmieszczą,
  • 600 ml białego octu winnego,
  • łyżeczka koperku,
  • pół łyżeczki białego pieprzu,
  • pół łyżeczki gorczycy,
  • 3 łyżeczki soli,
  • łyżeczka posiekanej cebuli albo soku z cebuli,
  • łyżeczka posiekanego czosnku lub jeden obrany ząbek czosnku,
  • 400 ml wody.

  1. Bierzemy jaja i gotujemy na twardo, a następnie obieramy ze skorupek i umieszczamy w naszym słoiku,
  2. W innym naczyniu przygotowujemy zalewę - czyli mieszamy wszystkie pozostałe składniki poza jajami, podgrzewamy aż do wrzenia i gotujemy na bardzo wolnym ogniu jeszcze przez 5 minut.
  3. Zalewę wlewamy do słoja tak aby zakryła jajka.
  4. Słój zamykamy szczelnie i wstawiamy do lodówki (oryginalny przepis mówi o tym aby wstawić to natychmiast, w moim przypadku dałem mu jednak trochę ostygnąć w obawie o agregat lodówki).
Trzeba cały czas pamiętać o proporcjach pojemności słoika, jaj i zalewy aby osiągnąć mniej więcej efekt jak na zdjęciu - czyli jaja mieszczą się w słoiku i zalewy jest tyle aby zakryła całkowicie jajka i najlepiej wypełniła praktycznie cały słoik.

Ponieważ seria próbna okazała się sukcesem, zwłaszcza na działkowej sesji u Pantery i właściwie nic nie zostało, postanowiłem otworzyć produkcję na większą skalę i udoskonalić tą jajcarską technologię.

Tym razem poszedł na warsztat przepis z sokiem z buraków. Jego zaletą jest to że jaja po zapiklowaniu na zewnątrz mają kolor buraków, w środku przechodzi on stopniowo w żółty - wygląda to w sposób dość pojechany.

Jajka ready - najlepiej od kur wolnowybiegowych
Ogólne zasady są analogiczne jak w poprzednim przepisie.

Potrzebne składniki - proporcje na 1 litr zalewy:
Gotowy słój
  • 10 jaj i słoik, w którym się zmieszczą,
  • 600 ml białego octu winnego,
  • 400 ml soku z buraków (może być kupny),
  • 1 łyżeczka brązowego cukru,
  • 1 liść laurowy.
Postępowanie praktycznie identyczne jak w poprzednim przepisie - jajka ugotowane na twardo bez skorupek do słoja, zalewę czyli pozostałe składniki zagotowujemy  w innym garnku i gotujemy na wolnym ogniu przez 5 minut, zalewamy jajka aby je zakryło, zamykamy słój, poczekamy aż ostygnie jeśli boimy się o lodówkę i wsadzamy do lodówki.

Mniam!
Marynujemy w lodówce od tygodnia do miesiąca (im dłużej tym efekt kolorystyczny będzie pewnie lepszy) a potem urządzamy imprezę :)

Wychodzi na to że właściwie klucz do sukcesu jest w zalewie i proporcjach octu do wody lub innego płynu - 60% do 40%.