czwartek, 5 stycznia 2017

Indyk pieczony z chorizo i ziemniaczkami

Dzisiaj kolejne danie "utylizacyjne" czyli typowy scenariusz: jesteśmy głodni, patrzymy co mamy w lodówce, odpalamy piekarnik, wrzucamy co mamy na blachę, pieczemy no i jest pyszny wyżer :)

W naszym przypadku znalazł się filet z indyka, kawałek chorizo, kilka ziemniaczków i akurat fioletowa marchewka. Oczywiście u Was mogą się znaleźć inne składniki - np. zamiast indyka może być kurczak a zamiast chorizo inna tłusta kiełbasa, dobra do pieczenia :) To bardziej przepis - inspiracja niż przepis - recepta dla laboratorium :)

Składniki główne:
  • jeden spory filet z indyka (ale pewnie może i być kurczak),
  • kawałek chorizo długości 15 - 20 cm,
  • 6 sporych ziemniaków,
  • 4 średnie marchewki (u nas fioletowe ale mogą być zwykłe).

Marynata:
  • 3 łyżki mielonej papryki słodkiej,
  • 3 łyżki ziół prowansalskich,
  • 3 łyżeczki granulowanego czosnku,
  • sporo oliwy z oliwek - kilka - kilkanaście łyżek - tyle aby powstała taka jednolita marynata - dość płynna, nie za sucha i aby starczyło jej na pokrycie wszystkich składników.
Metoda:
  • ziemniaki obieramy, kroimy w takie kawałeczki wielkości mniej więcej 2 - 3 cm x 2 -3 cm, wrzucamy do jakiegoś naczynia z zimną wodą aby nie ściemniały,
  • przygotowujemy marynatę w innym dużym naczyniu gdzie będzie można wygodnie połączyć wszystkie składniki z marynatą i dokładnie to wymieszać. Dodajemy wszystkie składniki marynaty i dokładnie mieszamy aby powstała właśnie taka gęsta marynata ale jednak nadal płynna,
  • marchewki myjemy, obieramy, kroimy w kawałki pasujące swoim rozmiarem do kawałków ziemniaków i wrzucamy do naczynia z marynatą,
  • indyka również kroimy w kawałeczki o wielkości rzędu 2 -3 cm i wrzucamy do naczynia z marynatą i marchewką,
  • analogicznie postępujemy z chorizo - jeśli możemy, obieramy ze skórki i kroimy w kawałeczki o wielkości rzędu 2 -3 cm i wrzucamy do naczynia z marynatą,
  • mając już wszystkie składniki w naczyniu z marynatą, dokładnie je mieszamy - tak aby marynata pokryła je bardzo dokładnie,
  • uruchamiamy piekarnik, nagrzewamy go do 200 stopni Celsjusza - grzanie góra i dół bez termoobiegu,
  • składniki z marynatą wykładamy na blachę czy inne naczynie do pieczenia i rozprowadzamy je równomiernie - tak aby piekły się równo,
  • blachę ładujemy do piekarnika i pieczemy przynajmniej 40 minut - aż do momentu gdy indyk się upiecze, ziemniaki zmiękną a chorizo puści dużo pysznego tłuszczu,
  • nie ćwiczyłem tego osobiście ale być może można przez np. ostatnich 5 minut pieczenia włączyć termoobieg aby ziemniaczki zrobiły się bardziej chrupiące.
Jak widać na zdjęciach, można podawać z sałatką ze świeżych warzyw.

piątek, 11 listopada 2016

Nasza pizza domowa

Kolejny pozornie bardzo popularny temat. Chyba każdy blog kulinarny zawiera przynajmniej jeden przepis na pizzę. W tym przypadku moja interpretacja tego tematu.

Nie chciałbym tu wrzucać tekstu typu "to jest jedyna włoska oryginalna pizza najlepsza na świecie". To jest przepis na domową pizzę, który bardzo nam smakuje i ciągle go powtarzamy przy sprzyjającej okazji. Ilości składników czy proporcje nie są również mega laboratoryjne - chodzi bardziej o utrzymanie pewnej skali czy proporcji.

Składniki na ciasto:
  • 0,5 kg mąki - najlepiej do pizzy typu 00 choć próbowaliśmy również wariacji z mąką pszenną, orkiszową, żytnią oraz różnymi ich proporcjami. Generalnie im cięższa mąką tym więcej trzeba namawiać drożdże do współpracy - i czasami po prostu dać ich więcej niż wyjściowa wartość.
  • 30 g świeżych drożdży - choć zdarza się że biorę więcej w przypadku gdy mam cięższą mąkę np. orkiszową czy żytnią,
  • 300 ml wody - najlepiej w temperaturze pokojowej lub letniej (ok. 35 stopni Celsjusza). Moja prywatna obserwacja jest taka że drożdże mają pewną klasę i najlepiej rosną na dobrej wodzie mineralnej. Nie musi być to Perrier ale nie może być to żadna woda zdrowotna typu Zuber, która z reguły jest pełna minerałów. W naszym przypadku świetnie daje radę lokalna woda Cyranka z Gorzanowa albo inne popularne wody jak np. Muszynianka. Oczywiście jeśli nie macie dobrej wody mineralnej, na zwykłej też pewnie urosną, choć pewnie lepiej na filtrowanej niż na kranówie - bo ani droższe ani ludzie chloru nie lubią :)
  • 1 łyżeczka cukru,
  • 1 łyżeczka soli,
  • 1 łyżka oliwy z oliwek.
Składniki na sos pomidorowy:
  • 1 puszka pomidorów - najlepiej jakichś dobrych włoskich, np. marki Cirio czy Mutti,
  • oregano suszone - w sumie tyle ile kto lubi choć 2 łyżeczki wydają się bezpieczną ilością,
  • odrobina suszonej bazylii - choć i tu również zasada "ile kto lubi",
  • 1 ząbek czosnku,
  • odrobina oliwy z oliwek,
  • opcjonalnie odrobinę (nie więcej niż łyżeczkę) brązowego cukru oraz octu balsamicznego,
  • szczypta soli i pieprzu czarnego do smaku - w sumie tyle ile kto lubi.

Dodatki - tu właściwie spora dowolność a różne, ogólnie trafione eksperymenty powodują że każda pizza jest ciekawym zaskoczeniem. Chyba obowiązkowym składnikiem jest ser mozzarella w wiórkach, kosteczkach albo w całej kulce, którą potem rozrywam.

Jako dodatków używam (oczywiście nie wszystkich naraz) np.:
  • połowy pora (na 1 pizzę) podsmażonego wstępnie na maśle klarowanym czy oliwie,
  • papryka czerwona w plasterkach,
  • papryka pepperoni,
  • chorizo,
  • kiełbasa + cebula,
  • bekon,
  • salami,
  • pomidory,
  • szpinak lub jarmuż,
  • oliwki - czarne lub zielone,
  • sery - feta, pleśniowe,
  • kaszanka - wiem że ekstremalne podejście ale wyszło całkiem smaczne (przynajmniej dla miłośników kaszanki),
  • pieczarki - białe, brązowe czy wielkie portobello - również podsmażone wstępnie na maśle - w przeciwnym razie puszczą sporo wody i pizza będzie gumowa a nie chrupiąca,
  • ananasy + szynka - to w przypadku motywu hawajskiego,
  • anchois, kapary - klimat morsko - słony,
  • kukurydza,
  • brokuły.
Do tego przyda nam się również jakieś wysokie naczynie szklane (u mnie sprawdza się solidny kufel do piwa o grubych ściankach) w którym zaczyn będzie wyrastać.

Ciasto:

Najpierw odpalamy zaczyn - bierzemy np. kufel do piwa, dodajemy tam 50 g mąki, nasze drożdże, szklankę wody i łyżkę cukru. Mieszamy to wszystko bardzo intensywnie aż się spieni. Gdy to nastąpi, oznacza to że drożdże poczuły już paszę i teraz trzeba dać im czas. Czekamy aż będą urosną tak aby próbowały wychodzić z kufla - to będzie ten moment.

Gdy już mamy zaczyn, ładujemy je do miski z resztą mąki i dodajemy wodę (najlepiej stopniowo) i wyrabiamy aby ciasto wyszło nam takie aby nie przyklejało się do rąk. Wyrabiać można ręcznie albo robotem planetarnym - przynajmniej 5 minut. Pod koniec wyrabiania dajemy łyżeczkę soli i z łyżkę oliwy z oliwek.
Ciasto ładujemy do jakiejś miski i przykrywamy aby drożdże stresa nie miały i spokojnie sobie wyrosły. Dajemy im 1 - 1,5 godziny. Czekamy aż ciasto wyrośnie. Jak wyrośnie, trochę je wyrabiamy 

Robimy sos:

Do jakiegoś małego garnka albo głębszą małą patelnię wlewamy oliwę z oliwek, delikatnie (co najwyżej na średnim ogniu) ją podgrzewamy i wrzucony zmiażdżony czy dokładnie posiekany ząbek czosnku i powoli go podsmażamy przez chwilę - tak aby oliwa złapała smak czosnku ale czosnek się nie zarumienił i nie zrobił gorzki.
Po tej chwili dodajemy nasze pomidory - jeśli są w kawałkach, można wziąć blender ręczny i je rozdrobnić.
Dodajemy oregano i bazylię, sól i pieprz i podgrzewamy na wolnym ogniu aby ten sos się bardzo powoli gotował i aby część wody z niego odparowała. W trakcie tego procesu dodajemy opcjonalne cukier albo ocet balsamiczny aby smak był zbalansowany do naszych potrzeb.

Pieczemy pizzę:

Jeśli chodzi o pieczenie to generalnie kluczem jest temperatura - im więcej tym lepiej. Staramy się wyciągnąć z piekarnika maksimum, np. 250 - 260 stopni. Tryb grzania od dołu albo taki do pizzy - od dołu + termoobieg.

Jeśli mamy kamień do pizzy to pamiętamy aby kamień rozgrzewać przynajmniej 30 minut ale razem z piekarnikiem - od zimnego kamienienia i zimnego piekarnika. W przeciwnym przypadku w efekcie będziemy mieli zamiast jednego dwa kamienie do pizzy - tylko mało użytkowe :)

Najczęściej jednak pieczemy pizzę na blasze ale używamy podstawowego patentu, który to ułatwia - papier do pieczenia :)
Chodzi o to aby ciasto położyć na papierze do pieczenia, można nawet na nim je trochę rozciągnąć i przy okazji poukładać składniki i zmontować pizzę. W ten sposób możemy szybko ogarnąć np. 4 pizze seryjnie - kolejne pizze czekają na swoich arkuszach papieru na swoją sesję w piekarniku.

Dobrze widać o co chodzi na zdjęciach obok. Z pierwszego zdjęcia widać że czasami zdarza się nam posłużyć się wałkiem zamiast efektownie rozciągać pizzę w powietrzu. Jednak jak wspomniałem, nie robimy "jedynej oryginalnej włoskiej pizzy" ale naszą ulubioną, więc bywa że ułatwimy sobie życie.

Podczas pieczenia wkładamy cały papier z pizzą na nim do piekarnika na blachę i pieczemy 10 - 13 minut - w zależności od piekarnika czy grubości pizzy i ilości składników. Gdy zauważymy że pizza jest gotowa, sympatycznie przypieczona na brzegach to wyciągamy i podajemy :) Czyli coś jak poniżej :) Smacznego!





poniedziałek, 17 października 2016

Moje grillowe know-how

Patrząc po tytule, temat chyba mega oklepany. Każdy w tym kraju przecież umie zrobić karkówkę z grilla.

Domowa pieczona karkówka low & slow
Idealny zamiennik kupnej wędliny
Jednak nie chodzi nam tu o wariant basic czyli paloną ogniem piekielnym, zwęgloną i udręczoną świnkę z nutą chemicznej rozpałki do grilla. Chodzi o wariant premium czyli coś o przynajmniej jeden poziom wyżej - zarówno pod względem smaku jak i mniejszej szkodliwości. Jestem zwolennikiem podejścia że jedzenie z grilla można uznać za w najlepszym przypadku prawie nieszkodliwe dla zdrowia a większość tego wpisu poświęcona jest temu jak grillować najmniej szkodliwie.

Pewnym aspektem zdrowotnym, przemawiającym na korzyść grilla jest możliwość zrobienia sobie własnej wędliny na kanapki zamiast kupować ją w sklepie, czasami pełnej szkodliwych konserwantów i syntetycznych dodatków. Czasami taniej, fajniej i smaczniej jest poświęcić trochę czasu aby upiec sobie na grillu pyszną szynkę czy karkówkę i potem mieć ją w lodówce na pół tygodnia.
Oczywiście ten sam efekt można osiągnąć w piekarniku ale to już inna historia.

Chciałem ogólnie zaznaczyć że nie jestem topowym pitmasterem, ekspertem czy profesjonalistą w tej dziedzinie. Opisuję jedynie kilka patentów, które podpatrzyłem w sieci gdy byłem na etapie podstawowym i które mi dużo dały. Dzielę się nimi z Wami bo może też Wam coś dadzą.

Co zrobić aby osiągnąć wyższy poziom wtajemniczenia grillowego?
Oprócz sprawdzonego przepisu i dobrego, świeżego materiału do grillowania potrzebne nam jest jeszcze hardware i know-how, które mocno decydują o efekcie końcowym. Właśnie tymi informacjami chcę się z Wami szczególnie podzielić.

Oczywiście nie wszystkie z opisanych metod nadają się na szybkiego grilla jednorazowego w parku po pracy czy nad rzeką gdyż wymagają sporej ilości akcesoriów i po prostu lepszego sprzętu. Jednak dla amatorów ogrodowego, działkowego czy ogólnie stacjonarnego grillowania może być to cenna wiedza.
  1. Potrzebujemy dobrego grilla - poprzez "dobry" niekoniecznie mam na myśli "drogi". "Przemyślany" to lepsze słowo. "Użyteczny" - jeszcze lepsze. Generalnie chodzi o to aby grill był szeroki (np. 45 - 60 cm średnicy), w miarę możliwości miał pokrywę oraz jeśli dany model przewiduje - regulowany ruszt. Ta ostatnia cecha z przyczyn konstrukcyjnych najczęściej się wyklucza z wariantem z pokrywą. Bez tych cech na małym i nie przykrytym grillu pozostaje nam dręczyć mięso wysoką temperaturą bezpośrednio nad żarem co prędzej da efekt spalenia a nie pysznej pieczonej karkówki. Grill z pokrywą powoduje że mięso pieczone w środku jest jak w piekarniku, zyskując dodatkowo ciekawy grillowy czy wędzony aromat. Gdy grill jest odpowiednio szeroki, możemy stworzyć w nim 2 strefy grzania - bezpośrednią (prosto nad ogniem) i pośrednią (dokładnie naprzeciwko gorącego żaru, tam gdzie pod rusztem nie ma rozpalonych węgli).
    Z kolei grill ze zmienną wysokością rusztu pozwoli nam umieścić jedzenie w takiej odległości od żaru aby grillowanie przebiegało w odpowiednim tempie - nie za szybko.
    Niektóre produkty powinny być grillowane low & slow - czyli dajemy im dużo więcej czasu w niższej temperaturze zamiast próbować nadgonić to na szybko ostrym ogniem - w efekcie spalając je z wierzchu, podczas gdy w środku są nadal surowe. Tylko część produktów powinniśmy grillować bezpośrednio nad ogniem i to dość krótko np. ryby czy owoce morza, ewentualnie chude piersi z kurczaka.
  2. Możemy pokusić się również o zorganizowanie dobrego paliwa czyli np. brykietu kokosowego. Brykiet kokosowy niekoniecznie znajdziemy na każdej stacji benzynowej ale jest do dostania w większych marketach spożywczych czy budowlanych. W korzystnej ofercie jego cena może być zbliżona do zwykłego brykietu węgla drzewnego, choć nie zawsze tak jest. Innymi słowy - brykiet kokosowy kosztuje trochę więcej choć gdy mamy szczęście, dostaniemy go w dobrej cenie, zbliżonej do zwykłego brykietu.
    Warto go jednak zdobyć, zwłaszcza gdy planujemy grillowanie w gęsto zaludnionym obszarze jak np. osiedle mieszkaniowe - czyli tam gdzie dym i zapach rozpalanego grilla może komuś przeszkadzać - jego zalety będą wyraźnie widoczne. Dobrze rozpalony grill na brykiecie kokosowym nie dymi i nie pachnie w typowy sposób.
  3. Komin do rozpalania grilla w akcji
    Nie bez znaczenia jest sposób rozpalania grilla. Pewnie powiecie: "No bez jaj, przecież każdy umie rozpalić grilla, bierzemy gazetę, lejemy podpałkę i jazda!"...
    Jednak mając na myśli zdrowie i smak tego co zamierzamy grillować, może lepiej warto poznać jak się to robi smaczniej i zdrowiej.

    Generalnie potrzebujemy czegoś takiego co się zwie komin do rozpalania grilla. W praktyce kosztuje on w zależności od źródła kilkanaście albo kilkadziesiąt PLN i wygląda jak kawałek metalowej czy blaszanej rury, z małym rusztem w środku i przyspawaną rączką, chroniącą przed temperaturą. Co sprytniejsi amatorzy majsterkowania potrafią zrobić taki komin sami.
    Taki komin zdecydowanie ułatwia rozpalanie grilla i czyni ten proces prawie bezobsługowym. Potrzebujemy jedynie czasu.
    Takiego koloru brykietu w kominie oczekujemy
    podczas rozpalania
    Wystarczy że wsypiemy do niego węgla czy brykietu do 3/4 wysokości, postawimy na jakiejś twardej i ognioodpornej powierzchni a pod spodem damy podpałkę (najlepiej ekologiczną) i podpalimy. W ciągu najbliższych 30 minut węgiel w kominie zajmie się od podpałki, po jakimś czasie przestanie dymić a następnie rozgrzeje się i nabierze szarego koloru - jak na zdjęciu obok. Wówczas możemy je przesypać do grilla i właściwie zacząć grillować - do tego czasu większość szkodliwych substancji z brykietu czy podpałki powinna się już wypalić.
    Oczywiście jeśli pomimo upływu nominalnych 30 minut brykiet jeszcze nie będzie siwy, proponuję przedłużyć trochę czas rozpalania aż kolor będzie właściwy.
  4. Termometr stojący do grilla lub piekarnika
    Mamy już rozgrzanego grilla, rozpalonego za pomocą komina, dwie strefy grzania i najlepiej pokrywę w zestawie. Co jeszcze?
    Jeśli chcemy być w ogóle bardzo profesjonalni, przydałby się nam jeszcze termometr. Droższe albo bogatsze w wyposażenie modele grilla mają taki termometr wbudowany w klapę i właściwie nie musimy nic robić dodatkowo - ten termometr po prostu jest w zestawie.
    Jeśli jednak nie chcemy inwestować w drogi grill albo mamy już taki, w którym producent nie przewidział termometru w zestawie, możemy uzupełnić nasz zestaw o termometr sami.
    Można kupić sobie w markecie budowlanym, ogólnym czy w innym sklepie termometr do piekarnika, grilla czy wędzarni. Oczywiście to trochę bardziej prowizorka ale przecież chodzi o osiągnięcie konkretnego efektu kulinarnego.

    Taki termometr pokazuje nam jaka temperatura panuje nad rusztem czy pod klapą grilla. To ważne ponieważ im wolniej i dłużej grillujemy, tym mniej mamy czasu i cierpliwości aby non stop stać nad naszym grillem i patrzeć czy już gotowe. Termometr powie nam jak gorąco jest na naszym grillu i czy trzymamy się przepisu albo chociaż ogólnych wytycznych. Znajomość temperatury nad rusztem mówi nam też o tym że grill się rozkręca i temperatura zaczyna rosną albo odwrotnie - że robi się coraz chłodniej i że powinniśmy dołożyć żaru.

    Improwizacja - termometr do wędzarni
    umieszczony w otworach regulujących
    dopływ powietrza do grilla
    W zależności od rodzaju termometru dodatkowego inaczej improwizujemy aby go umieścić na naszym grillu. Termometry stojąco-wiszące do piekarnika umieszczałem na ruszcie, termometry do wędzarni wkładałem w otwory regulowanych do regulowanych otworów w pokrywie, termometry elektroniczne (jak te popularne z Ikei z sondą na kabelku) wkładałem pod klapą.

  5. Termometr do mięsa
    W temacie termometrów to jeszcze nie wszystko :)
    Termometr elektroniczny na którym można
    ustawić docelową temperaturę a on na powiadomi
    o jej osiągnięciu w środku mięsa
    Oprócz termometru mierzącego temperaturę nad rusztem, przydałby się też termometr, który zmierzy nam temperaturę w środku mięsa. To bardzo ważna informacja właśnie przy grillowaniu większych kawałków mięsa - pomimo tego że na zewnątrz prawie od razu wyglądają na gotowe, w środku mogą być niedopieczone czy nawet surowe.
    Taki termometr wbijamy do mięsa i sprawdzamy jaka jest temperatura w środku. Jak widać na zdjęciu obok, na takim termometrze mamy podane temperatury odpowiednie dla danego rodzaju mięsa gdy jest już gotowe. Wystarczy więc że poczekamy aż nasze mięso będzie miało w środku odpowiednią dla niego temperaturę na skali. Wówczas z dużym prawdopodobieństwem możemy uznać je za upieczone.
    Oczywiście nigdy nie wyłączamy zdrowego rozsądku i nie polegamy jedynie na czasie z przepisu czy temperaturze na termometrze. Jeśli coś zrobiliśmy nie tak i pomimo prawidłowych odczytów temperatury czy upływu określonego przepisem czasu, widzimy że mięso jest surowe czy niedopieczone - rzecz jasna nie jemy go :)

  6. Koszyczek do pieczenia mięsa
    "W porządku - termometry są. Czy jeszcze coś czy już możemy przejść do samego grillowania?"
    Na dobrą sprawę jako dodatek możemy opisać jeden gadżet - zwłaszcza jeśli chcemy upiec spokojnie większy kawałek mięsa - koszyczek? Nie wiem jak to się fachowo nazywa ale widać na zdjęciu po prawej że pełni rolę takiego dodatkowego rusztu aby mięso nie leżało plackiem na ruszcie, zachowywało swój naturalny kształt i równo się opiekało. Oczywiście bez tego koszyczka też się da coś smacznego zrobić - to jest narzędzie ułatwiające robotę a nie niezbędne do jej zrobienia.

  7. Na tym zdjęciu powyżej częściowo widać również bardzo cenną podpowiedź - właściwie sedno lepszego grillowania.
    Jak widać, mięso nie znajduje się bezpośrednio nad żarem ale właśnie po drugiej stronie - czyli w strefie grzania pośredniego. Pod nim znajduje się domowej roboty tacka na tłuszcz skapujący z mięsa.
    Wg mnie ta kombinacja najbardziej odpowiada za zmniejszenie poziomu szkodliwości grillowanych produktów. Z tego co mi się udało wyłowić z różnych źródeł, grill jest najbardziej niezdrowy właśnie wtedy gdy tłuszcz, wytapiany agresywnie bezpośrednio nad żarem (a czasami nawet nad żywym ogniem), kapie bezpośrednio na rozżarzone węgle czy brykiet, zaczyna się palić i dymić. To właśnie w takich okolicznościach powstaje najwięcej rakotwórczych i toksycznych substancji.
    Gdy umieścimy mięso obok żaru i przykryjemy grilla pokrywą, a dodatkowo pod mięsem umieścimy tackę na tłuszcz - tworzymy coś w rodzaju piekarnika opalanego brykietem. Nie twierdzę że to idealnie zdrowe rozwiązanie ale na pewno znacznie zdrowsze niż wariant ze spalaniem mięsa żywym ogniem gdzie tłuszcz kapie na żar i powstaje wielki ogień, który trawi mięso - czyli podejścia tak popularnego w plenerze na szybko.
  8. Miłośnicy soczystego mięsa docenią również kolejną technikę - nastrzykiwanie mięsa. Potrzebujemy specjalnej strzykawki do nastrzykiwania mięsa czy wędlin - również do kupienia w marketach budowlanych czy ogólnych lub w internecie.
    Taka strzykawka różni się tym od zwykłej medycznej że igła ma dużo większą średnicę a w niektórych wariantach ma również takie dziurki boczne - tak że wstrzykiwany płyn rozchodzi się nie tylko z końca igły ale również z jej boków. To zdecydowanie ułatwia cały proces.
    Jeśli chodzi o samą marynatę, którą będziemy wstrzykiwać do naszego mięsa to w zależności od jego rodzaju i naszych smaków czy preferencji, mamy z czego wybierać. Przepisów w sieci znajdziecie wiele. Generalnie chodzi o to aby przed grillowaniem nawilżyć na ile się da mięso od środka - smak marynaty i jej składniki mogą w znacznej części zależeć od naszego gustu czy posiadanych składników.
  9. Czy z grilla z pokrywą można zrobić chociaż namiastkę wędzarni? Można!
    Wystarczy że zaopatrzymy się w wiórki drewna do wędzenia - również dostępne w większości marketów. Mają one różne odmiany i różne aromaty, zależne od drzew z których pochodzą. Najczęściej na opakowaniu jest instrukcja jak ich używać choć w praktyce sprowadza się to do namoczenia ich w jakimś naczyniu (aby od razu się nie spaliły) a następnie wrzuceniu do grilla by nadały naszemu jedzeniu dymny aromat. Generalnie nie musimy ich kupować jeśli mamy dostęp do drewna dębowego, z jabłoni czy wiśni - można kawałki takiego drewna wykorzystać dla nadania aromatu.
  10. Czas. Przede wszystkim potrzebujemy czasu.
    Wykluczając ryby i inne produkty, które szybko się pieką, dla większości produktów, zwłaszcza tych większych jak cała karkówka czy łopatka, potrzebujemy aby mięso piekło się powoli  - low & slow.
    Dobre jedzenie z grilla najczęściej wymaga czasu. Profesjonaliści zaczynają grillowanie na kilka godzin przez imprezą grillową aby wszystko zdążyło się spokojnie upiec.

    Czas grillować!

Kurczak z garnka rzymskiego z chorizo i warzywami

 Po dłuuuugim braku czasu na działania blogerskie, dzisiaj nadrabiam zaległości i na warsztat biorę kurczaka, którego robię w garnku rzymskim.

Składniki:
  • 1 kg mięsa z kurczaka - w moim przypadku były to udka bez kości, ale pewnie sprawdzą się również inne części - udka z kością, piersi czy może nawet skrzydełka,
  • 5 - 7 centymetrowy kawałek chorizo,
  • 3 marchewki,
  • 2 pietruszki,
  • 2 cebule,
  • 2 większe albo 3 małe ziemniaki,
  • 6 łyżek sosu sojowego,
  • 6 łyżek oliwy z oliwek,
  • 5 łyżek majeranku suszonego,
  • 1,5 łyżeczki zmielonego czarnego pieprzu,
  • 3 łyżeczki słodkiej papryki mielonej (najlepiej węgierskiej),
  • 1 łyżeczka czosnku granulowanego (ale pewnie można dać i świeży),
  • pół szklanki wody.
Zacząłem od zrobienia marynaty do kurczaka. W szklanym pojemniku z pokrywką, na tyle dużym, aby zmieściło się tam całe mięso z kurczaka, wymieszałem sos sojowy z oliwą oraz przyprawami: majerankiem, papryką, pieprzem, czosnkiem. Mieszałem to do momentu aż powstała prawie jednorodna marynata. Potem dodałem tam umyte kawałki kurczaka a potem całość dokładnie wymieszałem tak aby marynata pokryła dokładnie mięso. Pomogłem sobie zamykając szczelnie pojemnik plastikową szczelną przykrywką i dobrze potrząsałem jak shakerem. Trzeba przy takim manewrze uważać aby pojemnik się nie otworzył i abyśmy nie mieli całej okolicy w kurczaku w papryce. Oczywiście można to też wymieszać rękami jeśli ktoś lubi. Po wymieszaniu odstawiłem kurczaka do lodówki i zająłem się warzywami.

Marchewkę i pietruszkę umyłem, obrałem i pokroiłem w talarki. Cebulę pokroiłem w półplasterki. Ziemniaki umyłem, obrałem i pokroiłem w większą kostkę. Chorizo pokroiłem w plasterki.

Garnek rzymski przygotowałem zgodnie z ogólnymi zasadami - najpierw zanurzyłem go wraz z pokrywką w zimnej wodzie, pozostawiłem go tam na 20 minut. Po upływie tego czasu wyciągnąłem garnek z wody i zacząłem układać w nim po kolei składniki. Na dno dałem warstwę samych warzyw - cebula, ziemniaki, marchewkę i pietruszkę. Na tej warstwie ułożyłem kolejną - tym razem sam kurczak tak aby zmieściły się wszystkie jego kawałki. Potem poszła kolejna warstwa warzyw - tym razem z dodatkiem chorizo.

Gdy już wszystko znalazło się w garnku, zamknąłem go pokrywką, wstawiłem na dolny poziom zimnego piekarnika i zacząłem go podgrzewać - najpierw do 100 stopni Celsjusza. Gdy temperatura doszła do tego poziomu, zwiększyłem ją do 230 i poczekałem aż piekarnik ją osiągnie. Od tego momentu piekłem 90 minut.

Po upływie tego czasu ostrożnie wyjąłem i otworzyłem garnek. Okazało się że danie wyszło mega pyszne i bardzo szybko spora jego część zniknęła.
Mam nadzieję że i Wam pysznie wyjdzie.

Smacznego!

niedziela, 8 lutego 2015

Zupa spiekaczkowa

Moja radosna improwizacja kulinarna... Wyszła pyszna! Spisuję zanim zapomnę co do niej dodałem :)

Zupa spiekaczkowa
Jednak zanim napiszę jak ją zrobić, może najpierw napiszę co to jest spiekaczka czyli w oryginale po czesku špekáček.
Spiekaczka to taka dość specyficzna gruba czeska parówko-kiełbaska, robiona z mięsa wołowego, wieprzowego i słoniny. Innymi słowy to na pierwszy rzut oka taka mutacja grubej parówki z tłustą kiełbasą.

W praktyce widziałem przyrządzanie spiekaczek podczas mojej wizyty w Leśnym Barze gdzie całe czeskie rodziny brały te kiełbaski, nacinały na końcach, nabijały na patyki i piekły nad ogniskiem. Ponieważ spiekaczki zawierają dużo tłuszczu, bardzo ładnie się opiekają nad ogniem i nie spala a nacięte końce kiełbaski smakowicie się rozchylają...

Co więcej, z tego co doczytałem, jej nazwa nie pochodzi od spiekania, co było moim pierwszym skojarzeniem, ale od słoniny, którą Czesi nazywają špek.

Spiekaczki w akcji
W tym momencie weganie, wegetarianie i wszelcy przeciwnicy radosnej wieprzowinki zapewne przestaną czytać ten wpis - i słusznie!

To jedzenie na własne ryzyko i odpowiedzialność, pełne cholesterolu i niezdrowego mięsa oraz obciążenia swojej karmy. To danie, w myśl współczesnej medycyny niekoniecznie jest zdrowe, zwłaszcza dla ludzi z problemami krążeniowymi. 

Osobiście, na swój prywatny użytek, uważam że bardziej niebezpieczne jest głodzenie się, odżywianie się wyłącznie energią kosmiczną i słodyczami aby być "fit" a następnie licytowanie się w towarzystwie kto do jakiego poziomu anemii doszedł... Jednak odradzam jedzenie tej zupy częściej niż rzadko.
Tak czy inaczej - to bardzo kaloryczne danie, którego nie powinniśmy jeść regularnie.

Wracając do zupy to była to jedna z tych zup utylizacyjnych, robionych na szybko, do których wrzucamy cokolwiek, co mamy w lodówce aby się nie zmarnowało. Tak było i w tym przypadku więc lista składników będzie orientacyjna a przepisu właściwie nie trzeba się trzymać bardzo dokładnie - jedynie zmierzać we właściwym kierunku. Własne interpretacje mile widziane :)

Ta zupa ma jeszcze jedną potencjalną zaletę - może być świetnym pomysłem na piknikowe danie jednogarnkowe. Idealna by więc była w mroźny zimowy dzień na obiad w czeskich górach w kociołku nad ogniskiem.

Ja użyłem, o ile pamiętam, takich składników:
  • 4 spiekaczki, które pokroiłem w kostkę lub trochę większe kawałki,
  • odrobinę oleju do smażenia, najlepiej jakiś dobry, który nie narzuca zapachu własnego - czyli np. ryżowy,
  • 1 biała cebula, pokrojona w drobną kostkę,
  • 5 średnich ziemniaków, obrane i pokrojone w kawałki,
  • 2 białe podłużne papryki, pokrojone w plasterki bez pestek - na dobrą sprawę mogą być inne - czerwone czy żółte,
  • 5 marchewek, pół selera i por - czyli typowa włoszczyzna - pokrojone w kostkę czy plasterki/piórka,
  • łyżka eko bulionu warzywnego,
  • łyżka czerwonej, słodkiej, węgierskiej papryki,
  • trochę pieczarek,
  • pieprz i sól do smaku.
Zrobiłem tą zupę tak:
  • w dużym garnku na dno wlałem odrobinę oleju do smażenia i rozgrzałem go,
  • dodałem pokrojone spiekaczki, cebulę i ziemniaki,
  • podsmażyłem te składniki, intensywnie mieszając aby nic się nie przypaliło, poczekałem aż spiekaczki puszczą trochę tłuszczu,
  • po kilku minutach dodałem marchewki, selera i pory oraz paprykę pokrojoną w plasterki, nadal chwilę mieszałem w stylu stir fry,
  • potem całość zalałem dużą ilością wody,
  • dodałem bulion, słodką paprykę w proszku i pieczarki, wymieszałem,
  • pozostawiłem zupę gotującą się na wolnym ogniu przez ok 45 minut, co jakiś czas mieszając.
Ponieważ nie byłem w stanie zjeść tego wszystkiego na jedno posiedzenie, zrobiłem drugie podejście następnego dnia. Okazało się że zupa była jeszcze lepsza bo się smaki lepiej przegryzły.

Smacznego!

sobota, 17 stycznia 2015

Jajka sadzone

Jajka sadzone na patelni
Pozornie to banał - mega proste składniki i każdy powinien potrafić zrobić jajko sadzone.

Jednak każdy banał ma swoje niuanse więc postanowiłem się podzielić swoimi odkryciami na tym polu.

Czego potrzebujemy:

  • dobre jajka - tyle ile zjemy - najlepiej "prosto spod kury", ewentualnie zielononóżki czy z wolnego wybiegu. Jeśli nie mamy tzw. dobrych jajek, z pewną dozą ostrożności mogą być takie jakie mamy - byle nie zbuki :)
  • odrobinę tłuszczu do smażenia - może być olej czy masło, najlepiej klarowane,
  • pieprz i sól do smaku,
  • płaska łopatka do ściągania delikatnych obiektów płaskich z patelni,
  • dobra, nie przywierająca patelnia, najlepiej duża gdy chcemy zrobić więcej jajek naraz.
Kanapka z jajem sadzonym i kolendrą

Jak się do tego bierzemy:

Coś dla miłośników rozpływających się żółtek
Dymka też daje radę z jajkiem sadzonym
A tu wersja z pietruszką i słodką papryką

  • jajka myjemy, możemy dodatkowo sparzyć skorupkę wrzątkiem jeśli obawiamy się salmonelli a następnie przygotowujemy do wbicia na patelnię. Poprzez przygotowanie rozumiem ułożenie sobie jajek w misce koło kuchenki - gdy będziemy je wbijać, wówczas będzie łatwo to zrobić jedno po drugim a dodatkowo będzie gdzie odłożyć skorupki,
  • na patelnię dajemy nasz tłuszcz do smażenia i staramy się go rozprowadzić równomiernie po całej jej powierzchni. W przypadku oleju można to zrobić na zimno zanim jeszcze zaczniemy patelnię podgrzewać np. za pomocą pędzelka czy kawałka ręcznika papierowego.
    Gdy używamy masła klarowanego uda nam się to już raczej tylko na gorąco - przechylając patelnię na boki. Uważajmy aby się nie poparzyć i nie wylać na siebie gorącego 
    tłuszczu!
  • patelnię podgrzewamy na średnim ogniu - tak aby jajka po wrzuceniu na patelnię zaczęły się smażyć ale niezbyt gwałtownie - abyśmy mieli czas na reakcję, zdążyli je przyprawić, może w międzyczasie zrobić inne rzeczy i mogli spokojnie trafić w ten właściwy moment gdy uznamy że są gotowe,
  • rozbijamy jajka po kolei i wrzucamy je na patelnie tak aby nie rozlać żółtek i aby jajka w miarę możliwości były z dala od siebie i się nie stykały ze sobą na ile to możliwe - jak na zdjęciu powyżej.
    Jeśli nam się zleją w jeden jajeczny obszar, poczekajmy chwilę aż białko się zetnie, wówczas możemy rozdzielić je tam gdzie chcemy łopatką,
  • w tym momencie mamy świetną okazję aby nasze jajka przyprawić - najczęściej pieprzem do smaku, może solą, choć ja ostatnio przyprawiłem je również papryką słodką - co widać na jednym ze zdjęć,
  • smażymy nasze jajka i uważnie je obserwujemy - bądźmy czujni!
  • gdy chcemy usmażyć nasze jajka tak aby jednocześnie gorące powietrze "smażyło" je od góry, możemy przykryć patelnię pokrywką jeśli jest to możliwe i mamy pasującą pokrywkę,
  • gdy zauważymy że białko generalnie już się ścięło, może na brzegach zaczyna odrobinę zmieniać kolor, widać że na wierzchu nie jest już płynne -decydujemy czy je ściągać czy nie.
  • gdy marzymy o tym aby żółtko się rozlało po lekkim dotknięciu to możemy uznać że wersja "rozlewająca się" jest już gotowa. Ściągamy więc nasze jajka ostrożnie z patelni za pomocą płaskiej łopatki, najlepiej do tego celu przeznaczonej.
  • jeśli jednak nie przepadamy specjalnie za rozlewającym się żółtkiem, możemy w tym momencie spróbować jednym pewnym ruchem łopatki przewrócić nasze jajka na drugą stronę, aby ona również się trochę podsmażyła. Gdy skorzystaliśmy z metody z pokrywką, opisanej powyżej, ten krok może nie być konieczny gdyż góra również może być już podsmażona.
    Po podsmażeniu jajek z drugiej strony, możemy je ściągać łopatką i podawać.
  • dla lepszego efektu i smaku, możemy jajka ozdobić czymś zielonym jak np. pietruszką, kolendrą czy dymką.
Takie jajka sadzone są świetne jako główne danie na śniadanie, ale można ich użyć również do kanapek, burgerów czy nawet dodatku do dań warzywnych.

Smacznego!

Sałatka z pieczonymi ziemniaczkami, bekonem i jajkami

Kolejny przepis "na wielki głód z tego co jest w domu" :) 

Tym razem do dyspozycji były ziemniaczki, bekon, jaja, cebula, musztarda i trochę różnych przypraw oraz innych dodatków smakowych.
Nie jest to może szybki przepis ale nie jest też bardzo pracochłonny.

Składniki:

  • 1,5 kg ziemniaków (najlepiej dobrych do pieczenia),
  • 200 - 300 g bekonu - tyle ile kto lubi,
  • 3 jajka, ugotowane na twardo, pokrojone w kostkę,
  • 1 ząbek czosnku,
  • 150 g posiekanej białej cebuli (najlepiej słodkiej),
  • garść posiekanej natki pietruszki,
  • łyżka musztardy (najlepiej Dijon),
  • łyżeczka syropu klonowego lub syropu z agawy,
  • pół szklanki octu balsamicznego,
  • pół szklanki oliwy z oliwek,
  • sól i pieprz do smaku.

Wykonanie - pieczemy ziemniaki z bekonem:

  • rozgrzewamy piekarnik do 200 stopni - grzanie góra i dół bez termoobiegu,
  • ziemniaki myjemy, obieramy i kroimy w ćwiartki, następnie mieszamy w misce z odrobiną z oliwek - tak aby były dobrze pokryte oliwą,
  • bekon kroimy w kostkę (nie musi być bardzo drobna),
  • pokrojone w ćwiartki ziemniaki wrzucamy do brytfanki czy innego naczynia do pieczenia, pasującego do tego zadania, ewentualnie blachę wyłożoną papierem do pieczenia, dorzucamy pokrojony w kostkę bekon, mieszamy i pieczemy przez ok. godzinę aż ziemniaki się upieką i będą miękkie w środku,
  • pod koniec pieczenia - na ostatnie 5 - 10 minut możemy włączyć termoobieg.

Wykonanie - sos vinaigrette:

  • w szczelnym pojemniku (np. zamykana wieczkiem plastikowa miska lub słoik z zakrętką) mieszamy ocet balsamiczny z oliwą z oliwek (obydwa po pół szklanki),
  • dodajemy posiekaną w drobną kostkę cebulę,
  • dodajemy łyżkę musztardy dijon (lub podobnej),
  • dodajemy łyżeczkę syropu klonowego lub z agawy,
  • dodajemy zmiażdżony ząbek czosnku,
  • przyprawiamy solą i pieprzem do smaku,
  • zamykamy pojemnik i dokładnie mieszamy,
  • odstawiamy pojemnik aby odczekał jak najdłużej i aby smaki miały czas się połączyć - lepiej więc sos przygotować jeszcze przed rozpoczęciem pieczenia ziemniaków albo zaraz po tym fakcie.

Finał:

  • gdy ziemniaki z bekonem już się upieką, wyciągamy je z piekarnika i pozwalamy ostygnąć aby były tylko lekko ciepłe i dały się dotknąć, a następnie przekładamy do miski,
  • dodajemy pokrojone w kostkę 
  • dodajemy wymieszany sos sos vinaigrette, opisany w poprzednim kroku i mieszamy całość,
  • posypujemy posiekaną natką pietruszki,
  • podajemy!
Smacznego!

środa, 7 stycznia 2015

Ziemniaki hasselback - co to takiego?

Ziemniaki hasselback - czy spotkaliście się kiedyś z takim określeniem? Ja na początku nie wiedziałem o co chodzi dopóki nie zobaczyłem zdjęcia.

Ziemniak hasselback
Jak widać po prawej, nie chodzi o jakąś specjalną odmianę ziemniaka ale o sposób jego przygotowania i podania.
To zdjęcie obok to już moje dzieło, ziemniak również. Pisząc o zobaczeniu na zdjęciu, mam tu na myśli inny przepis w sieci, który mnie zainspirował.

Jak widać, chodzi o specjalny sposób nacięcia ziemniaka przed pieczeniem. W efekcie dostajemy coś co łatwo możemy pokroić na plasterki a do tego efektownie wygląda. Dodatkowo taki ziemniak wychodzi lepiej upieczony w środku. Wbrew pozorom ten przepis nie jest trudny do zrobienia i poza czasem pieczenia ziemniaków nie jest jakoś specjalnie pracochłonny, pomimo obszernego opisu.

Składniki:
  • ziemniaki, najlepiej większe i specjalnie przeznaczone do pieczenia (odmiana grillowa) ale zwykłe też dadzą radę. Potrzebujemy tyle ziemniaków ile zjemy. W zależności od wielkości ziemniaków i ilości biesiadników oraz pojemności piekarnika/pieca, możemy potrzebować zarówno 2 jak i 20 ziemniaków :) Wszystko zależy od skali imprezy :) Nie sądzę jednak aby naraz do typowego piekarnika udało nam się zmieścić 7-8 ziemniaków,
  • zioła prowansalskie - ilość odpowiednia do ilości ziemniaków,
  • olej ryżowy - jeśli nie mamy, bierzemy jakikolwiek którego używamy do pieczenia,
  • patyczki do szaszłyków,
  • pieprz i sól do smaku.
Składniki opcjonalne:
  • papryka czerwona - słodka lub ostra - jak lubimy - również w ilości odpowiedniej do ilości ziemniaków,
  • czosnek granulowany.
Jak się do tego zabieramy?

Przygotowanie i nacięcie ziemniaków:
  • ziemniaki myjemy i obieramy ze skórki, po obraniu każdy wrzucamy do garnka z wodą aby nie ściemniały,
  • bierzemy patyczek do szaszłyków i wbijamy go po kolei w każdego ziemniaka blisko "boku" (gdzieś w odległości 5-10 mm) tak aby przeszedł przez niego na wylot wzdłuż dłuższego wymiaru. Chodzi o to aby na czas krojenia patyczek wbity w ziemniaka stanowił swego rodzaju ogranicznik dla noża by niechcący nie przeciąć ziemniaka podczas jego nacinania. Na tym etapie trzeba uważać bo im dorodniejszy i bardziej zwarty ziemniak, tym trudniej wbić w niego patyczek i tym łatwiej ten patyczek złamać lub niechcący wbić sobie w rękę,
  • po wbiciu patyczka nacinamy ziemniaka jak na zdjęciu w odstępach kilka milimetrów pomiędzy nacięciami,
  • po nacięciu wyciągamy patyczek z ziemniaka, ziemniak ląduje w wodzie, a patyczek wbijamy w następnego i tak dalej,
  • nacięte ziemniaki wkładamy z powrotem do garnka z wodą a następnie doprowadzamy całość do wrzenia i gotujemy 10 minut,
  • wyciągamy ziemniaki z wody, pozwalamy im chwilkę ostygnąć.
Mieszanka przypraw:
  • w międzyczasie przygotowujemy sobie mieszankę ziół i oleju/oliwy, którą posmarujemy ziemniaki przed pieczeniem - w jakimś naczyniu czy miseczce, mieszamy ze sobą olej, zioła prowansalskie oraz opcjonalnie czerwoną paprykę i czosnek granulowany. Upewnijmy się że jest dobrze wymieszana,
  • za pomocą pędzelka czy innego odpowiedniego narzędzia, smarujemy naszą mieszaniną ziemniaki. Teoretycznie zamiast smarować ziemniaki pędzelkiem, możemy próbować je wrzucić do jakiegoś większego naczynia, dodać naszą mieszaninę z ziołami oraz olejem i na zasadzie podrzucania czy obracania ziemniaków, również osiągnąć podobny efekt. Nie testowałem jednak tej drugiej metody z naciętymi ziemniakami więc trudno mi ręczyć za jej skutek i czy w jej wyniku ziemniaki się nie rozlecą,
Pieczenie:
  • podgrzewamy piekarnik do 220 stopni Celsjusza, a blachę do pieczenia wykładamy papierem do pieczenia,
  • przekładamy przyprawione i nacięte ziemniaki na blachę do pieczenia,
  • po przyprawieniu naszych ziemniaków wkładamy blachę z nimi do piekarnika (półka nr 3 z 5 czyli na środku) i pieczemy w temperaturze 220 stopni Celsjusza przez ok. godzinę - aż będą miękkie,
  • w trakcie pieczenia możemy przykryć ziemniaki folią aluminiową ale jest to krok opcjonalny,
  • pod koniec pieczenia możemy włączyć na ostatnie 10 minut termoobieg.
Tak przygotowane ziemniaki od razu podajemy, najlepiej z sosem czosnkowym czy jogurtowym.

Smacznego!

Burgery z wątróbką i pieczarkami portobello

Burger z wątróbką i pieczarką portobello
Mała inspiracja na burgery :)

Przy okazji robienia wątróbki indyczej na obiad, wpadłem na pomysł że można zrobić coś jeszcze fajnego z tą wątróbką, gdyż zrobiłem jej dość dużo i właściwie było pole do eksperymentów kulinarnych.

Po krótkim zwiadzie w lodówce, okazało się że są jeszcze pieczarki portobello oraz trochę sałaty rzymskiej. No i bułki do burgera, które właśnie czekały na taką inicjatywę kulinarną. Są bułki - jest impreza :)

Składniki:
  • 300 g wątróbki indyczej (ale podejrzewam że inna, np. z kurczaka czy kacza też da radę),
  • 1 biała cebula,
  • 1 jabłko,
  • 4 dorodne pieczarki portobello - zwykłe pieczarki dużych rozmiarów też się nadadzą gdy nie możemy dostać portobello,
  • 4 dobre bułki do burgerów - własnej produkcji lub kupne,
  • 1 lub 2 sałaty rzymskie - w zależności od wielkości i naszego oczekiwanego poziomu nasałatowania burgerów,
  • 2-4 łyżki oliwy do smażenia czy masła klarowanego,
  • garść majeranku,
  • sól i pieprz do smaku.
Składniki opcjonalne:
  • ok 50 ml jakiegoś aromatycznego, mocnego alkoholu jak np. calvados czy whisky - podejrzewam że koniak albo rum też dałby radę,
  • trochę jogurtu naturalnego,
  • łyżka majonezu,
  • odrobina czosnku granulowanego lub świeżego,
  • odrobina ostrego sosu sriracha bądź innego ostrego.
A jak to się robi? 

Najpierw wątróbka:
  1. Wątróbkę myjemy, oczyszczamy z jakichś zbędnych kawałków tłuszczu czy żyłek a następnie dajemy jej odcieknąć z wody gdzieś na durszlaku czy sitku. W zależności od wielkości wątróbek oraz naszych upodobań, możemy ją pokroić na mniejsze kawałki albo zostawić tak jak jest.
  2. Cebulkę kroimy w tzw. piórka.
  3. Jabłko obieramy ze skórki i też kroimy w kawałeczki, 
  4. Na patelni (najlepiej sporych rozmiarów i z powłoką nie przywierającą) rozgrzewamy trochę masła klarowanego czy oliwy do smażenia.
  5. Podsmażamy cebulkę do momentu aż zrobi się trochę szklista.
  6. Dodajemy wątróbkę i smażymy ją kilka minut dalej z cebulką na średnim ogniu, tak aby przestała wyglądać jak surowa. Jeśli mamy przykrywkę, patelnię możemy przykryć aby całość zaczęła się dusić.
  7. Dodajemy jabłko i nadal dusimy/smażymy całość na średnim ogniu, co jakiś czas mieszając czy potrząsając patelnią.
  8. W połowie smażenia dodajemy garść suszonego majeranku.
  9. Pod koniec smażenia dodajemy nasz magiczny składnik opcjonalny czyli whisky, calvados czy co tam mamy. Innymi słowy - coś dla aromatu. Jednak jest on opcjonalny i jeśli nie ma mamy niczego odpowiedniego, nie powinno nas to powstrzymać przed zrobieniem tego burgera - i tak pewnie będzie yummy!
Sos czosnkowy do burgera jest częściowo opcjonalny. Możemy dodać inny własny sos - chodzi o to aby nam smakowało i aby burger nie był za suchy.
  1. Bierzemy łyżkę naszego ulubionego majonezu.
  2. Dodajemy do niej tyle gęstego jogurtu aby otrzymać ilość, która nas interesuje oraz łyżeczkę czosnku granulowanego.
  3. Dodajemy odrobinę sosu sriracha lub innego ostrego sosu - tyle aby nam smakowało, było ostro "akurat" i abyśmy przetrwali ten kulinarny eksperyment :) Oczywiście gdy nie lubimy ostrzejszych sosów, nic ostrego nie dodajemy.
  4. Mieszamy całość i próbujemy, ewentualnie doprawiamy jeszcze do smaku pieprzem.
Pieczarki:
  1. Pieczarki dokładnie myjemy, odcinamy dół nóżki. Jak mamy ochotę, możemy obrać pieczarkę ze skóry - nie musimy tego robić.
  2. Bierzemy patelnię, najlepiej taką nieprzywierającą, dajemy łyżkę oliwy lub masła (najlepiej klarowanego) i ostrożnie podgrzewamy aż będzie można delikatnie pieczarki smażyć. Musimy jednak uważać aby nie spalić tłuszczu albo patelni - zwłaszcza jeśli smażymy na zwykłym maśle lub patelnia jest teflonowa.
  3. Pieczarki kładziemy na patelnię górą kapelusza do dołu a blaszkami do góry i zaczynamy smażenie.
  4. Na górę pieczarek (pomiędzy blaszki) dajemy łyżeczkę oliwy czy masła - tego samego na którym smażymy. Następnie na górę dajemy odrobinę świeżo zmielonego pieprzu i soli do smaku. Możemy też dodać odrobinę jakieś własnej ulubionej przyprawy - ja np. dodałem odrobinę świeżo mielonej przyprawy do dań arabskich.
  5. Czekamy aż tłuszcz położony na blaszki się roztopi/rozejdzie i nagrzeje się na tyle że zacznie lekko smażyć pieczarki od góry, a góra kapeluszy (dołem do patelni) się lekko przyrumieni, następnie obracamy pieczarki blaszkami do dołu do patelni i smażymy dalej. Możemy je nawet lekko przycisnąć do powierzchni patelni, np. szczypcami czy drewnianą łyżką - aby blaszki też trochę usmażyły.
  6. Gdy już uznamy że nasze pieczarki są gotowe, zdejmuje je z patelni i odkładamy na bok aby trochę odpoczęły.
Montaż burgerów:
  1. Bułki możemy trochę "przygotować do roli" czyli lekko podgrzewamy w piekarniku, w tosterze albo na patelni - najlepiej grillowej ale niekoniecznie. Chodzi o to aby były ciepłe w momencie podania i leciutko chrupiące i zarumienione.
  2. Na spody bułek dajemy trochę naszego sosu do burgera - można rozsmarować łyżeczką czy pędzelkiem.
  3. Na to kładziemy kawałeczek sałaty rzymskiej, uprzednio umytej i osuszonej.
  4. Na sałacie ląduje nasz gwóźdź programu czyli odpowiednia do wielkości bułki porcja wątróbki z cebulką i jabłkami. Układamy je tak aby składniki spontanicznie nie opuszczały naszego dzieła - czyli innymi słowy - aby burgery się nie rozwalały :)
  5. Na wyłożoną wątróbkę z jabłkami kładziemy pieczarki portobello - po jednej na burgera. Na nie np. znowu trochę sosu do burgera a potem sałaty.
  6. Na końcu całość przykrywamy "wieczkiem" od bułki czyli górną częścią bułki. Dno wieczka też możemy posmarować naszym sosem.
  7. Aby całość lepiej się trzymała, możemy do podania przebić całego burgera patyczkiem do szaszłyków - tak jak ja zrobiłem to na zdjęciu powyżej.
Teraz już wystarczy podać nasze burgery :)

Smacznego!

piątek, 5 grudnia 2014

Czy można schudnąć na ziemniakach?

To dobre pytanie :) Czy można schudnąć na ziemniakach?

Ziemniaczki z wody z mizerią
Z jednej strony żyjemy w czasach, gdzie co druga osoba jest świetnie poinformowana o wszelkich możliwych dietach, sposobach na odchudzanie i w ogóle byciu fit. A bycie fit raczej nie sprzyja jedzeniu tradycyjnych polskim potraw, gdzie ziemniaki to jedna z podstaw. A może odwrotnie - jedzenie tradycyjnych polskich potraw może nie sprzyjać byciu fit :)
Gdy posłuchać fit-głosów, to na pewno szybko dojdziemy do wniosku że ziemniaki nie są najlepszym pomysłem jeśli chcemy być szczupli lub się odchudzić.

Z drugiej jednak strony, jak się przyjrzeć, same ziemniaki nie są jakoś specjalnie kaloryczne. W zależności od źródła, 100 g ziemniaków z wody bez żadnych dodatków to od 77 do 90,00 kcal. Czyli w sumie bardzo niewiele, biorąc pod uwagę masę i prosty fakt że można się nimi najeść :)
Dodatkowo zawierają całkiem sporo tych ważnych witamin i mikroelementów jak: witamina C, witamina B6 czy potas.

Skąd więc zalecenia niektórych dietetyków czy trenerów aby raczej ziemniaków unikać? 

Wydaje mi się że ma to związek z praktycznym podejściem do jedzenia ziemniaków. W jaki sposób najczęściej jecie ziemniaki? Placki ziemniaczane? Frytki? Frytki z majonezem może? Schabowy z ziemniaczkami? A może do tego jeszcze jakiś ciężki sosik czy tłuszczyk? Albo też jesteście fanami klusek śląskich? Obstawiam też chipsy - nawet okazyjnie przy okazji imprezy.
A nawet jeśli są z wody, to najczęściej podane ze smażonym mielonym czy schabowym.

Popatrzmy zatem na to ile kalorii mają "stuningowane" ziemniaki w 100 g produktu - o ile to więcej od :
  • ziemniaki puree - 131,56 kcal
  • kluski śląskie - 140,00 kcal
  • frytki - 227,50 kcal
  • frytki z dipem - 390,00 kcal
  • placki ziemniaczane - 341,00 kcal
  • chipsy - 514,00 kcal
Jak widać, wystarczy tylko trochę przetworzyć ziemniaki albo uczynić je smaczniejszymi za pomocą kilku dodatków i nagle z całkiem nietuczącego, zdrowego warzywka zamieniają się w istne bomby kaloryczne.
Ich wartość kaloryczna może urosnąć nawet pięciokrotnie - a może i nawet więcej - podałem typowe przykłady.

Jak więc wykorzystać ziemniaki do swoich celów bez ich kalorycznych skutków ubocznych? Wg mnie można to zrobić w ten sposób:
  • ziemniaki podajemy wyłącznie z wody, bez żadnych dodatków typu masło czy skwarki,
  • nie smażymy ich w żadnej formie. Bez względu na to jak bardzo przyłożymy się do odsączenia tłuszczu, pewnie i tak sporo ziemniaki go wchłoną,
  • stosujemy dobre ziemniaki, najlepiej bio,
  • doprawiamy je np. dobrym pieprzem, ewentualnie solą - uwierzcie - są pyszne jak są dobrze zrobione!
  • jeśli nie musimy to nie łączymy ziemniaków z mięsem - czyli żadnych schabowych czy mielonych, również unikamy mięsnych dań z sosami (wiem że są pycha),
  • jeśli ziemniaki to np. w zestawieniu z innymi warzywami - np. leczo, mizeria itp.

piątek, 27 czerwca 2014

Pieczone ziemniaczki rządzą!

Nie macie pomysłu na coś dobrego i udorodniającego po całym trudnym dniu?
Nie chcecie najeść się przemysłowymi frytkami z radosną fryturą i tłuszczami trans?

Ziemniaczki pieczone są niezastąpione!

Co potrzeba:
  • ziemniaki - tyle ile jesteśmy w stanie zjeść,
  • dobry olej roślinny - nie rafinowany,
  • zioła prowansalskie,
  • słodka papryka w proszku,
  • czosnek - świeży lub granulowany,
  • piekarnik lub piec.

Jak się do tego wziąć:
  • ziemniaczki obieramy, kroimy w ćwiartki, wrzucamy do garnka z wodą i podgotowujemy przez 7-10 minut - tak aby nie były kompletnie surowe,
  • składniki na marynatę (olej, zioła i czosnek) mieszamy w dużej misce tak aby powstała w miarę jednolita marynata, którą rozrzedzamy wodą,
  • ziemniaczki wyciągamy z gara i dajemy im odpocząć parę minut a potem wrzucamy je do miski z marynatą i mieszamy aby się dobrze nią pokryły, możemy chwilę poczekać aż się zaprzyjaźnią,
  • nagrzewamy piekarnik do ok 200 stopni, wykładamy ziemniaczki na blachę do pieczenia, wyłożoną papierem do pieczenia,
  • pieczemy ziemniaczki ok 30 minut lub do momentu aż będą rumiane i chrupiące,
  • wykładamy ziemniaczki na tacę, półmisek i podajemy!

Do ziemniaczków pasuje świetnie jogurtowy sos czosnkowy albo taki słodko-pikantny jak do sajgonek. Co więksi kozacy mogą zapodać sobie do tego pikantny sos sriracha.

piątek, 11 kwietnia 2014

Pikantna ryba z porami w wersji kokosowej

Tytuł sugeruje jakieś niewiadomoco... Może i to danie gdzieś w świecie ma jakąś oficjalną nazwę i jest w tradycji jakiejś kuchni. Nie wiem. Ja zrobiłem po prostu garbage collection przy udziale kupionego w Makro pstrąga, trochę w azjatyckim stylu. Wyszło świetnie - mi bardzo smakowało.

Czego użyłem:
  • 2 filety z pstrąga ze skórą,
  • 2 pory,
  • 3 ząbki czosnku - ale może być mniej gdyż ja lubię czosnek,
  • puszeczka śmietanki kokosowej,
  • 2 łyżki tłuszczu kokosowego do smażenia,
  • resztka ostrej pasty chilli - tyle ile uznajemy za odpowiednie dla nas,
  • szczypta sproszkowanej trawy cytrynowej,
  • sól i pieprz do smaku.
Co z tym zrobiłem:
  • na patelnie dałem 2 łyżki tłuszczu kokosowego, poczekałem aż się roztopi,
  • dodałem pastę chilli i rozprowadziłem ją,
  • wrzuciłem pory, pokrojone na drobne kawałeczki i podsmażyłem to chwilę aby pory trochę zmiękły,
  • na warstwę porów na patelni położyłem rybę skórą do dołu - tak że nawet nie dotykała skórą do dna patelni,
  • dodałem czosnek,
  • podsmażyłem to pod przykryciem przez 3 minuty na średnim ogniu i już po tych 3 minutach filet się usmażył bo był cienki - nawet nie musiałem go obracać,
  • zmniejszyłem ogień i dodałem śmietanki kokosowej i sproszkowaną trawę cytrynową, doprawiłem solą i pieprzem a następnie pomieszałem jeszcze delikatnie aby składniki się zmieszały ale na tyle ostrożnie aby bardzo nie porozwalać ryby,
  • potrzymałem to na małym ogniu jeszcze chwilę,
  • zapakowałem do głębokiego talerza i wciągnąłem od razu.

Rybka po włosku

I kolejny prosty temat - coś co ja nazywam "rybką po włosku" choć pewnie Włosi nie rozpoznają w tym niczego typowego dla włoskiej kuchni. Inspiracją do tego był film Gennaro na YouTube, gdzie w prosty i pyszny sposób zrobił on rybę w pomidorach z czosnkiem i ziołami.

Też spróbowałem to ugotować i bez specjalnego przygotowania czy trzymania się przepisu wyszło mi to danie epicko. Potem ćwiczyłem to jeszcze kilka razy - przy dłuższym czasie gotowania wyszło również coś dobrego ale bardziej na kształt zupy rybnej.

Tak czy inaczej - pomysł daje radę i można go śmiało interpretować po swojemu. Sam też nie prezentuję oryginalnej wersji tylko jedną z moich mutacji, która wydała się najlepsza.

Czego potrzebujemy:
  • rybka - filet ze skórą lub bez. Właściwie wg mnie większość popularnych ryb jak dorsz, łosoś czy pstrąg się nada, ważne aby była świeża i się w garnku czy na patelni zmieściła,
  • cebula lub por - jedna sztuka wystarczy na 1 duży filet czy 2 mniejsze,
  • passata pomidorowa - dobrej jakości, wystarczy jakaś średnia puszka czy opakowanie,
  • 1 czerwona papryka słodka,
  • czosnek - właściwie tyle ile zjemy, u mnie schodzi czasem cała główka ale ja uwielbiam czosnek, można dać mniej, np. 2-3 ząbki,
  • zioła - moje propozycje to bazylia czy oregano,
  • dobra oliwa z oliwek - to podstawa  sukcesu tego dania,
  • odrobinę octu balsamicznego - najlepiej z Modeny,
  • sól i pieprz do smaku,
  • parmezan czy inny twardy ser - do posypania i epickości podania.

Jak to się robi? Prosto!

  • rybkę myjemy, możemy powalczyć trochę z usuwaniem ości jeśli jest ich więcej i są uciążliwe,
  • czerwoną paprykę myjemy, pozbawiamy ogonka i tego czegoś z pestkami w środku, kroimy na drobne kawałki,
  • na patelni czy w większym garnku lekko podgrzewany oliwę z oliwek - tylko trochę, nie do typowej temperatury smażenia, tylko tyle aby rybka zaczęła leciutko skwierczeć jak ją włożymy,
  • na oliwę wrzucamy cebulkę czy pora, smażymy chwilę aby się trochę spociła jak mawia Gennaro,
  • wkładamy rybkę do gara czy patelni i właściwie bardziej dusimy niż smażymy - zaczynamy skórą do dołu jeśli to filet ze skórą,
  • czosnek obieramy z łupin, miażdżymy "z łapy na niedźwiedzia" albo nożem jeśli wiemy jak się przy tym nie pokaleczyć, potem siekamy na drobne kawałeczki. W najgorszym razie zostaje prasa do czosnku. Gotowy do akcji czosnek wrzucamy do rybki razem papryką,
  • całość delikatnie mieszamy ale tak aby nie rozwalić ryby,
  • jeśli mamy cienki filet to właściwie po 3-4 minutach mięso będzie ścięte i białe. Przy grubszych filetach po paru minutach rybkę przewracamy ją na drugą stronę i nadal męczymy parę minut - pilnujemy aby nam się nie rozleciała,
  • dodajemy passatę, sól i pieprz do smaku, jeśli mamy suszone zioła to je też też dodajemy na tym etapie,
  • doprawiamy octem balsamicznym do smaku bo to rozjaśni smak, spowoduje że będzie bardziej wyrazisty,
  • dusimy jeszcze trochę na małym ogniu - tyle ile trzeba, byle ryba nie była surowa a składniki się zaprzyjaźniły. Im dłużej będziemy gotować, tym większa szansa że dostaniemy zupę zamiast rybnego dania,
  • gotową rybkę wykładamy na talerz (płaski lub głęboki w zależności od tego co nam wyszło) i przyprawiamy świeżą bazylią jeśli taką mamy, posypujemy do smaku tartym serem i niewielką ilością oliwy z oliwek.


Kartoffelsalat? Ja!!!

Zgodnie z tytułem - teraz coś niemieckiego, ziemniaczanego, mega oktoberfestowego! Niemiecka sałatka ziemniaczana!

Kto próbował jej kiedyś w oryginale lub chociażby w wersji sprzedawanej w polskim Lidlu, wie o co chodzi. Pyszota. Oczywiście najlepiej wchodzi z dorodnym wurstem i dobrym browarem.

Ale po co kupować jak można zrobić swoją wersję? I to wcale nie jest trudne...

Czego potrzebujemy:

  • 1,5 kg dobrych ziemniaków, najlepiej odmiany sałatkowej która tak łatwo się nie rozgotowuje,
  • pół średniej cebuli, pokrojonej w drobną kostkę,
  • pół szklanki majonezu - im pyszniejszy tym lepiej :),
  • pół szklanki jabłkowego octu winnego,
  • 1/4 szklanki oleju roślinnego - najlepiej coś dobrego, nie rafinowanego - może być dobry rzepakowy nierafinowany, może być ryżowy,
  • 2 łyżeczki soli,
  • świeżo zmielony czarny pieprz do smaku,
  • 2 łyżki cukru,
  • 2 łyżki siekanej natki pietruszki.
Metoda:
  • bierzemy duży garnek, wlewamy wodę i solimy ją i czekamy aż się zagotuje,
  • kroimy ziemniaki w plasterki lub kawałki jakie nam najbardziej będą pasować,
  • wrzucamy ziemniaki do gara i gotujemy 15 minut aż zmiękną,
  • przerzucamy ugotowane ziemniaki do dużej miski, dajemy im chwilę odpocząć a potem dodajemy cebuli i trochę mieszamy, następnie znowu dajemy trochę odpocząć,
  • w innej misce robimy sos: mieszamy majonez z olejem, octem, cukrem, solą i pieprzem oraz pietruszką - tak aby sos zrobił się jednorodny,
  • gdy już nasze ziemniaki będą gotowe na zapodanie sosu, aplikujemy ten smakołyk i dobrze mieszamy w taki sposób aby nie rozwalić ziemniaków,
  • sałatkę odkładamy w chłodne miejsce na godzinę aby smaki się przegryzły i aby jakiś lokalny pożeracz sałatek jej nie dopadł, zanim my ją dopadniemy.